Jak się zainspirować?
Siedzisz spokojnie przed
telewizorem, oglądasz bzdury (bo głupawe, ale przynajmniej można się pośmiać),
wyluzowany, bez zmartwień i nagle przychodzi Ta Myśl, że marnujesz czas, musisz
robić ważne rzeczy, a nie siedzieć i się
lenić. Magia spokoju chwili znika i teraz siedzisz zestresowany, a Ta Myśl nie
daje ci spokoju i gada dalej, i gada, i gada, aż w końcu masz dość i
postanawiasz wziąć się do pracy – za pisanie.
Siadasz przy stole z zeszytem i
długopisem. W sumie to chce ci się pić, więc idziesz do kuchni, nalewasz sobie
soku, przy okazji bierzesz ciastka. Wracasz do pokoju i już pewny, że masz
wszystko i nic ci nie przeszkodzi otwierasz zeszyt i nagle to znane uczucie:
„Kurwa, chce mi się sikać”. Wiesz, że jak nie pójdziesz to na pewno się nie
skupisz, więc wstajesz, idziesz do łazienki. Wracasz. Ok, już na pewno jesteś
gotowy.
Przykładasz długopis do kartki i:
„Ale… co ja mam napisać?”. Hmmm…
Dawno, dawno temu…
No bez jaj.
„Nie kocham cię.” Te słowa nadal dzwoniły Edycie w uszach. On był dla
niej całym świa…
Japierdole. Ogar.
Wyraźnie widzisz, że nic z tego nie będzie. Nie masz żadnego
pomysłu. Postanawiasz iść na spacer – wyciszyć się. Może akurat wpadniesz na
jakiś pomysł. Bierzesz psa i wychodzicie.
Idziesz…
Nagle zdajesz sobie sprawę, że jest coś za głośno. To twoje
myśli. Postanawiasz je uciszyć. Natychmiast nadchodzi upragniona cisza. Słyszysz
tylko spokojne dźwięki natury, a potem te głosy… odwracasz się, lecz za tobą
nikogo nie ma. Dochodzisz do wniosku, że to znowu twoje myśli. Na skraju lasu
przez chwilę zastanawiasz się, czy nie zawrócić, jednak postanawiasz jeszcze
trochę pospacerować. Idziesz kawałek, po czym przypominasz sobie, że miałeś
tyle niepotrzebnie nie myśleć. Chcesz je uciszyć, ale nie możesz. Stają się
jeszcze głośniejsze. Jesteś coraz bardziej rozdrażniony. Zaczynasz biec. Głosy
niezrozumiale krzyczą w twojej głowie. Przyśpieszasz. Zauważasz czarną maź przyczepioną
do twoich butów, która cię spowalnia. Chcesz, ale nie możesz się zatrzymać.
Biegniesz, a maź zaczyna być wszędzie. Topisz się niej jak w bagnie. Nagle
zauważasz suchy ląd i… zamek?
Gdy jesteś
bliżej widzisz, że drzwi są otwarte. Wbiegasz i dopiero w środku możesz się
zatrzymać. Drzwi się zatrzaskują. Rozglądasz się – jest to naprawdę wielki,
drewniany dom. W pomieszczeniu w którym się znajdujesz są tylko stare, nie
wyglądające zbyt pewnie schody. Nagle słyszysz z góry cichy, dziewczęcy śpiew.
Ktoś tu jest. Jedyne czego chcesz to jak najszybciej znaleźć się w domu, w
łóżku, przed telewizorem.
Odwracasz się i chcesz wyjść. Ale drzwi są kompletnie zatrzaśnięte. Nie ma tu nawet, żadnego okna. Nie masz wyjścia. Dosłownie. Musisz wejść po tych schodach. Najwyżej zawalą się pod tobą i się połamiesz, ewentualnie zginiesz. Może ta dziewczyna zbiegnie ci z pomocą i cie uratuje. Kto wie…
Odwracasz się i chcesz wyjść. Ale drzwi są kompletnie zatrzaśnięte. Nie ma tu nawet, żadnego okna. Nie masz wyjścia. Dosłownie. Musisz wejść po tych schodach. Najwyżej zawalą się pod tobą i się połamiesz, ewentualnie zginiesz. Może ta dziewczyna zbiegnie ci z pomocą i cie uratuje. Kto wie…
Niepewnie stawiasz kroki na
stopniach. Słyszysz jak skrzypią. Czujesz jak trzęsą. Ale idziesz. Śpiew jest
coraz głośniejszy. Są w nim jakieś słowa, ale nie rozumiesz. To wszystko jest
zbyt przytłumione. Widzisz ostatnie dwa schodki i jesteś już na piętrze. Przed
sobą masz długi korytarz, ale tylko jedne drzwi są uchylone, a z nich wydostają
się promyki słońca. Niepewnie podchodzisz do nich. Jednak to nie z nich
dochodził śpiew. Śpiew dochodzi z trzecich drzwi dalej. Nie wiesz co zrobić.
Ale pukasz do uchylonych drzwi i zaglądasz do środka. Przed tobą stoi
przepiękna, naga, zgolona na „jeżyka”, cała w ciętych ranach dziewczyna. Ma
może z 25 lat.
- Pan, pomylił drzwi. Niech, Pan, słucha śpiewu… - mówi
dziewczyna. Po czym podchodzi do łóżka i kładzie się na czystej białej
pościeli, brudząc ją krwią. Patrzy w sufit i się nie rusza. Wyduszasz z siebie
tylko coś na wzór „Ęęem” i wychodzisz. Za drzwiami przystajesz i próbujesz
zrozumieć co właśnie się wydarzyło i dlaczego… ta dziewczyna… powtarzasz w
myślach „Niech, Pan, słucha śpiewu”. Nadal słychać było śpiewanie z tamtego
pokoju. Wbrew sobie idziesz w tamtą stronę.
Stajesz przed drzwiami zza których dobiega śpiew. „Mam zapukać?”
Myślisz. „Przecież to jest jakiś absurd. Ja muszę wrócić do domu”. Szybkim
krokiem oddalasz się w stronę schodów. Postanawiasz zejść, jednak ledwo przy
dotknięciu schodka on się rozkrusza. Po kolei rozkruszają się wszystkie. A ty
widzisz tylko wielką czarna przepaść. Cofasz się na ścianę. Z powrotem idziesz
w stronę śpiewu. Gdy dochodzisz, chwilę się wahasz, jednak w końcu pukasz. Śpiew nie ucicha. Po dłuższej chwili bez żadnej
odpowiedzi, ponownie pukasz i wchodzisz do pokoju. Widzisz przepiękny pudrowy
różowy pokój i wielki balkon, a na nim dziewczynę w do pasa blond włosach,
ubraną w długą białą suknię. Gdy przekraczasz próg pokoju, znowu słyszysz
trzaśnięcie drzwiami. Odruchowo się odwracasz i nagle śpiew cichnie.
- Oj… nie zauważyłam cię – mówi dziewczyna nadal słodkich
głosikiem. Odwracasz się w jej kierunku. Ma z 14 lat i wydaje ci się bardzo znajoma.
Tylko… skąd ją znasz?
- Przepraszam… ja tyko tak…przez przy…
- Nie ważne – przerywa ci – cieszę się, ze jesteś.
- Tak?
Zaczyna się śmiać. Głośno. Jak wariatka. Śpiewa. Szybko.
Głośno. Niezrozumiale. Czujesz, że cały dom się kołysze. Cofasz się do ściany,
a dziewczyna idzie w twoim kierunku. Jest ci duszno. Kręci w głowie. Nagle
widzisz jak dziewczyna pada na kolana i zaczyna wymiotować. Czerwone wymiociny
brudzą jej sukienkę. Przechodzi ci przez myśl, ze to chyba krew. Dziewczyna się
krztusi. Nadal słyszysz tę piosenkę, tyle, ze to już nie ta dziewczyna śpiewa.
Gdy kończy wymiotować, patrzy na ciebie zapłakanymi oczami. Wygląda naprawdę
źle.
- Pomóż mi – prosi.
- Ale jak? – pytasz tak cicho, że wątpisz, że to usłyszała.
Dziewczyna wymiotuje na siebie ponownie. Widzisz jak brudzi sobie tym włosy.
Czujesz, że tobie się robi niedobrze i nagle słyszysz z powrotem tamtą słodką
melodie. Dochodzi zza balkonu. Idziesz tam wbrew sobie. Jest
naprawdę wysoko. W dole znajduje się przepiękny staw, a w nim… syreny. To one
śpiewają. Są piękne. Chcesz pływać razem z nimi. Syreny to
dostrzegają. Przestają śpiewać. Znowu słyszysz wymiotującą dziewczynę za sobą.
Nie zdążasz się przejąć, bo jedna syrena szepcze: „skacz”. A ty to robisz.
Lecisz. Chwilę przed zderzeniem z wodą budzisz się. U siebie w domu. Przed
telewizorem. Z pilotem w ręce. Patrzysz na zegarek. Dwudziesta trzecia.
Zajebiście. Znowu przespałeś cały dzień i nic nie zrobiłeś.
Chciałam napisać o tym skąd czerpać inspirację. Jakie
taktyki przybrać, by może ją znaleźć. Czy taki spacer pomaga, itp. Ale trochę
mnie poniosło. Lalalalalala :D
������������ czad....
OdpowiedzUsuń:D
Usuńłaaaał ...... wczytałem się, potencjał jest dziewczyno...... czekam na kolejne inspiracje...
OdpowiedzUsuń<3
UsuńHaha, mała psychodela, ale mi się podoba :-)
OdpowiedzUsuń